2. Bailaaaaaaaaaaaaaaamo

Biegł przed siebie z kołatającym się w klatce piersiowej sercem. Czuł, że zaraz coś się stanie. Musiał tylko dobiec do końca tej dróżki, mimo swojego ogromnego zmęczenia. Powoli tracił oddech i siły w mięśniach. Był pewien, że jeśli ta droga się za moment nie skończy, zemdleje. Usłyszał za sobą szelest liści, tętno mu przyśpieszyło jeszcze bardziej. Nagle przed oczami zrobiło mu się ciemno i zaczął spadać w przepaść. Obudził się w swoim łóżku, cały zlany potem i przerażony. Nie miał pojęcia, gdzie jest ani co się z nim dzieje. Wszystko wydawało mu się dość nierealne. Rozejrzał się po pokoju z paniką wymalowaną na twarzy. Jednak nic na niego nie czekało. To był tylko wytwór jego sennej wyobraźni. Usłyszał głos swojej mamy z drugiego pokoju. 
- Michał wstawaj, czas do szkoły! - krzyknęła zniecierpliwiona. Przetarł oczy i próbował odzyskać świadomość. Dzisiaj był jego pierwszy dzień w nowej szkole. Miał dosyć złe przeczucia, ponieważ zostawił swoich najlepszych przyjaciół po przeprowadzce do innego miasta. Oni dalej będą śmiali się razem na przerwach i wygłupiali, a on będzie teraz wyrzutkiem, jak było na początku w starej szkole. Wyszedł spod kołdry i usiadł na łóżku. Poczuł dziwny smak w ustach. Stwierdził, że to zdecydowanie czas na przygotowanie do szkoły i przede wszystkim umycie zębów. Ruszył do łazienki powłócząc nogami. Był bardziej zmęczony niż wczoraj gdy kładł się spać. Wszystko wskazywało na to, że zapowiadał się naprawdę ciężki dzień. Otworzył drzwi od pomieszczenia i stanął przed lustrem. W swoim mniemaniu wyglądał jak siedem nieszczęść. Przejechał palcami po włosach, zdecydowanie były dość przetłuszczone, jednak nie miał siły myć głowy. Odświeżył się i szybko ubrał. Gdy zszedł na dół do kuchni, poraziło go jasne światło. Kilka sekund wystarczyło mu, aby przyswoić oczy do nowej sytuacji. Usiadł przy okrągłym drewnianym stole i zaczął zajadać płatki, które wcześniej przygotowała mu mama. Popatrzył na boki w poszukiwaniu swojej rodzicielki, jednak nigdzie nie mógł jej dostrzec. Był pewien, że poszła już do pracy. Spojrzał na wiszący na ścianie zegar. Była już siódma trzydzieści, jeśli zaraz się nie pośpieszy, spóźni się, a to było by okropne. Spóźnienie już pierwszego dnia, to nie w jego stylu, zawsze był przykładnym uczniem. Dokończył szybko płatki i w pośpiechu założył buty i kurtkę. Gdy wybiegł przed dom, zobaczył samochód czekający na niego. Wsiadł bez zastanowienia, ponieważ był pewny, że to Jan, ich szofer. Jednak gdy wsiadł do środka poczuł, że ktoś przystawia mu kawałek gazy z charakterystycznym zapachem eteru. Zaczął robić się strasznie senny. Powieki zaczęły mu ciążyć jakby były z ołowiu. Przed oczami zrobiło mu się ciemno i zasnął. Znów biegł przed siebie z drżącym sercem. Jednak i tym razem nie dane było mu dobiec do końca ścieżki, ponieważ został obudzony, przez niemiłosierny ból głowy. Bandyci obudzili go przez przyłożenie ogromnym kijem bejsbolowym. Czuł wbijające się w skórę więzy na rękach i nogach. Miał bardzo sucho w gardle, spróbował oblizać wargi, jednak utrudniła mu tą czynność, taśma zalegająca na ustach. Próbując odzyskać przytomność umysłu rozejrzał się wokół. Zauważył, że jest w jakiejś ciemnej norze, a wokół niego stoją jacyś faceci w czarnych kominiarkach. 
- Zachowuj się jak przystało na przykładnego ucznia i powiedz do słuchawki mamusi, że wszystko z tobą w porządku. - powiedział najwyższy z nich, mrożącym krew w żyłach głosem. Przeszyły go nieprzyjemne dreszcze. Na skroni poczuł dotyk zimnej stali pistoletu. Przełknął głośniej ślinę. Strach go sparaliżował, dlatego nawet nie próbował się sprzeciwiać. Przerażenie odebrało mu zdolność racjonalnego myślenia, więc jedyną rzeczą o której myślał, było to, aby przeżyć. Sznury zaczęły mocno ranić jego skórę, ponieważ ktoś zacisnął mocniej więzy. Do oczu cisnęły mu się łzy bezsilności. W tym czasie, gdy on rozpaczał nad beznadziejnością swojej sytuacji, jeden z mężczyzn zadzwonił do jego matki. Ściągnęli mu taśmę i dali słuchawkę. Nie mógł wydać z siebie głosu przez pieczenie po taśmie, jednak gdy usłyszał zrozpaczony głos swojej rodzicielki, nie mógł jej nic nie powiedzieć. Chciała tylko uchwycić głos swojego dziecka. Powiedział jej to co kazali mu bandyci. Gdy zabrali mu telefon, słyszał jak mówią jej żądania. Do oczu po raz kolejny napłynęły mu łzy, jednak tym razem rozpłakał się. Skarcił się w duchu, że nie może być jak mała nieporadna dziewczynka, lecz sytuacja nie pozwalała, na nic innego niż bezradne siedzenie. Czekał co się stanie dalej. Jego uszy wychwyciły szepty jego porywaczy.  Był pewny, że usłyszał, że jeśli nie dostaną okupu to zabiją jego matkę. Przeraził się jeszcze bardziej niż dotychczas, poczuł jak mięsień po mięśniu staje się zwiotczały i nie zdatny do niczego. Każdy następny dźwięk dochodził do niego, jakby przez jakąś grubą ścianę. Czuł jakby grunt uciekał mu spod nóg. Jakby nagle pod nimi utworzyła się ogromna przepaść, a on sam rozpadał się na miliard cząsteczek, które niegdyś tworzyły ciało. Nie odczuwał już bólu, który towarzyszył mu przez ten cały czas. Jednak przez tą grubą ścianę, która utworzyła się w jego umyśle, zdołał się przedostać jeden wyraźny dźwięk, a mianowicie to, że jego rodzicielka ma dwadzieścia cztery godziny na dostarczenie stu tysięcy. W duchu modlił się o to, aby zorganizowała takie pieniądze. Nie wiedział ile godzin bądź dni siedział taki otumaniony, lecz gdy tylko usłyszał, że jego matce nie udało się zebrać pieniędzy zdołał odzyskać racjonalne myślenie. Pod wpływem zastrzyku adrenaliny, udało mu się utworzyć pewien plan. Znalazł nieopodal jakiś nóż, który najprawdopodobniej wypadł bandytom, kiedy on siedział bezczynnie. Udało mu się przeciąć więzy i uwolnić. Rozmasował obolałe nadgarstki i kostki i powoli zaczął się czołgać w półmroku do drzwi. Jak udało mu się dotrzeć do drzwi i śledzić porywaczy, sam nie wiedział, jednakże gdy już dotarł na miejsce, zobaczył swoją mamę przywiązaną do drzewa. Wtedy przypomniał sobie o jednej rzeczy, a mianowicie o tym, że porywacze nie zabrali mu telefonu komórkowego. Mimo, że nie miał zasięgu, zadzwonił po policję i opowiedział co się stało. Opisał miejsce w którym się znajdował, a po około piętnastu minutach funkcjonariusze byli na miejscu. W momencie ich przybycia porywacze zdążyli postrzelić matkę Michała i zacząć uciekać. Chłopak był zbyt załamany, aby zareagować, był pewny, że jego rodzicielka umrze. Dzięki temu, że jedna z policjantek zadzwoniła po pogotowie, udało się przywrócić jej akcje serca. Jego samego, zabrali do domu, aby mógł ochłonąć po wydarzeniach. Porywaczy udało się złapać zaraz po tym jak uciekli w las. Matce udało się wrócić do zdrowia po kilku miesiącach, a Michał znalazł przyjaciół w nowej szkole, pomimo ostatnich wydarzeń. Wszystko wróciło do normy i chłopiec razem z matką wiedli już dość spokojne życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz